27 listopada w Republice Demokratycznej Konga odbyły się wybory prezydenckie. Wyniki cząstkowe wskazują, że obecny prezydent Joseph Kabila uzyskał 46% poparcia, a jego rywal - 36%. Jeszcze przed ogłoszeniem wstępnych wyników wybuchły zamieszki. 5 grudnia w stolicy kraju Kinszasie służby bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego przeciwko zwolennikom opozycji. Na ulicach panuje chaos, nie działa komunikacja.W prowincji Kasai padły strzały po zamknięciu przez rząd lokalnej telewizji i rozgłośni radiowej.Opozycja zarzuca prezydentowi brak organizacji wyborów i liczne fałszerstwa.Kongijczycy narzekają na gigantyczną korupcję i powolny rozwój kraju, który jest najbogatszym w surowce krajem w Afryce. Mimo bogactw naturalnych, niecałe 25% z 69 milionów obywateli ma dostęp do wody pitnej, a tylko 10% do elektryczności.
W historii Demokratycznej Republiki Konga listopadowe wybory były drugimi wyborami prezydenckimi od czasu zakończonej w 2003 roku wojny, w której w ciągu pięciu lat zginęło prawie 5 mln ludzi.
Ojciec Jan Smaluch, którego placówka misyjna znajduje się w Kinszasie od poniedziałku nie opuszcza terenu parafii obawiając się o swoje bezpieczeństwo.